Czas na szycie…

…i życie. Najlepiej, żeby jedno z drugim się nie kłóciło, no nie? 🙂 W pilnowaniu całości pomagają mi: zestaw kolorowych pisaczków 🙂 i takie cudo:

organizer Czytaj dalej

Reklamy

Wygrałam :)

Pokonała mnie choroba, ale nie kalendarz. Leżąc w łóżku przyszywałam te nieszczęsne guziczki. Pod koniec nawet zaczęło mnie to bawić 🙂 W szyciu woreczków wspomógł mnie mój nowy prezent imieninowy – overlock Janome ML 744D – cudo! Zdjęcie przy okazji, bo na razie mieszka w szafie.

No to kilka fotek kalendarza.

klaendarz z woreczkami1

kalendarz z woreczkami2

Tutaj lamówki na woreczkach wszyte za pomocą specjalnej stopki, o której wpis niedługo (razem z innym moim nowym skarbem – przystawką do szycia w koło).

lamówka na woreczkach

Maluch ucieszony, ja szczęśliwa, że kolejny UFO-k opuścił moją szafę.

Czego nauczyłam się w poprzednim miesiącu?

Prawie codziennie uczę się czegoś nowego. Praca z dziećmi tego wymaga. Ale pomińmy sprawy zawodowe, pochwalę się tylko tym, czego uczę się w związku z pasją 🙂

  1. Konstrukcja wykrojów odzieżowych. Bawi mnie to, jest tu mnóstwo matematyki, którą lubię, wymaga to precyzji i dokładności. Umiem wyrysować różne spódnice, modelować spódnicę podstawową (żeby miała falbanki czy inne ozdoby) a także narysować wykrój spodni damskich i męskich. No nie powiem, że umiem z pamięci, ale mając obok książkę idzie mi to całkiem dobrze 🙂
  2. Zarządzanie czasem. Tu też nie doszłam jeszcze do ideału, ale od kiedy wzięłam się za planowanie i solidne wykonywanie planów, mam więcej wolnego czasu a mniej zaległości.
  3. Z drobniejszych rzeczy – nauczyłam się obsługiwać stopkę do lamowania i przystawkę do szycia w kółko 🙂
  4. Chciałam nauczyć się ekodrivingu – czyli ekologicznej jazdy samochodem, niestety, moje auto jakoś nie współpracuje z zawartymi w niej zasadami. Niby powinno mniej palić a chwilowe spalanie szybuje pod niebo.

A w następnym miesiącu nauczę się dużo więcej, bo kupiłam dzisiaj kilka książek, m.in. „Mindfulness. Trening uważności” i zabieram się za czytanie. 🙂

Mój ostatni produkt kreatywny :P

Dziś tytuł oficjalny bardzo, ale to dlatego, że to trzeci temat z wyzwania Uli. Ostatnie, co wyszło spod moich palców, to patchworkowa torba. Prototyp, który jest teraz przeze mnie intensywnie używany z dwóch powodów: po pierwsze testuję jej trwałość i użyteczność (skrzętnie notując szczegóły do poprawki), druga sprawa, że po prostu bardzo mi się podoba 🙂 A Wam?

torebka-gotowa

I zbliżenie na hafty i zapięcie.

torebka-zbliżenie

W środku ma jeszcze kieszonki, też ozdobione haftem.

A czego Ty słuchasz przy pracy?

Bo ja mam problem. Ula chciałaby zobaczyć tu ulubioną listę muzyczną do pracy kreatywnej. A mój problem polega na tym, że nie ma jednej takiej listy. Jest kilka warunków, które ta muzyka musi spełniać, żeby się nadawała na towarzysza przy pracy:

  1. Musi być polska – umiem i bardzo lubię śpiewać, dlatego słowa mają być w języku, który znam. A najlepiej znam swój ojczysty 🙂
  2. Z pierwszego wynika, że nie może być instrumentalna, bo muszę śpiewać 😛
  3. Ma być dynamiczna, smęty przechodzą tylko w dniu, kiedy naprawdę potrzebuję odpoczynku.
  4. Powinna być tolerowana przez sąsiadów 😛 bo zazwyczaj słucham jej głośniej (maszyna, choć niezła, i tak zagłusza).

Najczęściej w kolejce do odtwarzacza CD stoją:

  • De Mono,
  • Dżem,
  • Lao Che,
  • Strachy na Lachy,
  • Grzegorz Turnau,
  • polska wersja Nohavicy,
  • Kraina Łagodności (kilka części),
  • Michał Bajor,
  • wszelkie polskie składanki

Wyjątkiem jest okres świąteczny, kiedy to od początku grudnia puszczam sobie „krismasy”, najczęściej „The best of smooth jazz Christmas”.

Ale tak naprawdę, tak na co dzień, lista utworów ogranicza się do jednego: „Mamoooo…” – resztę można sobie wybrać (jeść, pić, ona mnie bije, ona mnie nie chce wpuścić do swojego pokoju, włącz mi bajkę, daj kasę, chcę pograć na komputerze, itd.) 😛